poniedziałek, 13 stycznia 2014

2

Kiedy kilka godzin później kończyłam pakować ostatnie bluzki do torby zastanawiałam się u kogo będę mogła zatrzymać się chociaż na kilka dni. Gdy zaledwie dwie godziny po oznajmieniu mu, za co tułam się po rodzinach zastępczych dostał telefon. Jak później się dowiedziałam został wezwany na spotkanie i musiał natychmiast wyjść. Co prawda nie ukrywał dokąd idzie i prosił bym poczekała na niego w apartamencie, ale widziałam jego reakcję. Zdążyłam zaobserwować wystarczająco wiele, by stwierdzić, że długo nie zabawię pod jednych dachem z tym człowiekiem. 
Po prostu nie potrafiłam zostać z kimś kto ocenia tylko po czynach, ale świat, w którym nie mogłam zmienić, nie sama. Zawsze kończyło się wyrzuceniem lub odejściem zanim pozwoliłam, by zaszło to za daleko. To nie było czymś czego wcześniej już nie robiłam. Odeszłam w ten sposób już z trzech domów, jeśli wliczę Swansona będzie to czwarty dom. Ktoś musiał w końcu pociągnąć za spust.
Zasuwając zamek błyskawiczny w torbie podniosłam ją i zawieszając przez ramię czarny pasek. Nie chcąc marnować czasu wsunęłam na stopy zniszczone niebieskie trampki. Szybko i po cichu jak miałam to w zwyczaju zostawiłam na szklanym stoliku znajdującym się w salonie białą karteczkę zwiniętą na pół.
Wyłączając jeszcze telewizor obejrzałam się czy, aby na pewno wszystko udało mi się zabrać. 
Kierując się do drzwi wejściowych sprawnie je otworzyłam i wyszłam na hotelowy korytarz. Przechodząc sto metrów w wgłąb korytarza stanęłam przed windą. Przywołując ją oczekiwałam w zniecierpliwieniu na jej przyjazd. Podnosząc głowę ku górze moje niebieskie oczy napotkały wskazówkę pokazującą, na którym piętrze aktualnie znajduje się winda. 
- Szybciej. - warknęłam



Przechodząc przez obrotowe drzwi, które zdawały się być wyciągnięte prosto z filmów tworzonych w latach '90 znalazłam się gdzieś na trzydziestej czwartej ulicy. Pomimo mieszkania w domu dziecka nigdy nie poznałam Nowego Jorku zbyt dobrze, poruszanie się po betonowej dżungli niemal przychodziło mi z trudem. Nieraz spotykałam się z opiniami ludzi, którzy byli święcie przekonani, iż dzieciaki takie jak ja nie robiąc nic prócz spania i ciągłymi rozmowami z psychologami. Nie widzieli jak każde z nas podporządkowuje się społeczeństwu, by znaleźć kogoś kto ich pokocha. Te rzeczy szczególnie dotyczyły dzieciaków od 9 do 14 lat, które niemal błagały i zabranie ich z tego piekła. 
Odwracając się o 180 stopni spojrzałam ponownie na ogromny hotel i przekrzywiając głowę w prawo bez zastanowienia ponownie weszłam do środka. Podchodząc do recepcji oparłam ręce o wysoki dębowy blat i spojrzałam na uroczego recepcjonistę. 
- Cześć - przywitałam się - Wiesz jak dotrzeć na Broadway?
Blondyn spojrzał na mnie po czym odpowiedział
- Gdy wyjdziesz przed hotel skręć w prawo i przetnij Avenue. Potem znajdziesz się w samym centrum Broadwayu.
- Dzięki. 
Gdy ponownie chciałam wyjść z budynku zatrzymał mnie głos chłopaka.
- Przepraszam! - krzyknął za mną
- Tak?
- Czy to nie ty zatrzymałaś się tutaj z Jessem Swansonem? 
Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Nie - skłamałam - Musiałeś mnie z kimś pomylić. Do widzenia. - pożegnałam się

1 komentarz: