Kiedy kilka godzin później kończyłam pakować ostatnie bluzki do torby zastanawiałam się u kogo będę mogła zatrzymać się chociaż na kilka dni. Gdy zaledwie dwie godziny po oznajmieniu mu, za co tułam się po rodzinach zastępczych dostał telefon. Jak później się dowiedziałam został wezwany na spotkanie i musiał natychmiast wyjść. Co prawda nie ukrywał dokąd idzie i prosił bym poczekała na niego w apartamencie, ale widziałam jego reakcję. Zdążyłam zaobserwować wystarczająco wiele, by stwierdzić, że długo nie zabawię pod jednych dachem z tym człowiekiem.
Po prostu nie potrafiłam zostać z kimś kto ocenia tylko po czynach, ale świat, w którym nie mogłam zmienić, nie sama. Zawsze kończyło się wyrzuceniem lub odejściem zanim pozwoliłam, by zaszło to za daleko. To nie było czymś czego wcześniej już nie robiłam. Odeszłam w ten sposób już z trzech domów, jeśli wliczę Swansona będzie to czwarty dom. Ktoś musiał w końcu pociągnąć za spust.
Zasuwając zamek błyskawiczny w torbie podniosłam ją i zawieszając przez ramię czarny pasek. Nie chcąc marnować czasu wsunęłam na stopy zniszczone niebieskie trampki. Szybko i po cichu jak miałam to w zwyczaju zostawiłam na szklanym stoliku znajdującym się w salonie białą karteczkę zwiniętą na pół.
Wyłączając jeszcze telewizor obejrzałam się czy, aby na pewno wszystko udało mi się zabrać.
Kierując się do drzwi wejściowych sprawnie je otworzyłam i wyszłam na hotelowy korytarz. Przechodząc sto metrów w wgłąb korytarza stanęłam przed windą. Przywołując ją oczekiwałam w zniecierpliwieniu na jej przyjazd. Podnosząc głowę ku górze moje niebieskie oczy napotkały wskazówkę pokazującą, na którym piętrze aktualnie znajduje się winda.
- Szybciej. - warknęłam
Przechodząc przez obrotowe drzwi, które zdawały się być wyciągnięte prosto z filmów tworzonych w latach '90 znalazłam się gdzieś na trzydziestej czwartej ulicy. Pomimo mieszkania w domu dziecka nigdy nie poznałam Nowego Jorku zbyt dobrze, poruszanie się po betonowej dżungli niemal przychodziło mi z trudem. Nieraz spotykałam się z opiniami ludzi, którzy byli święcie przekonani, iż dzieciaki takie jak ja nie robiąc nic prócz spania i ciągłymi rozmowami z psychologami. Nie widzieli jak każde z nas podporządkowuje się społeczeństwu, by znaleźć kogoś kto ich pokocha. Te rzeczy szczególnie dotyczyły dzieciaków od 9 do 14 lat, które niemal błagały i zabranie ich z tego piekła.
Odwracając się o 180 stopni spojrzałam ponownie na ogromny hotel i przekrzywiając głowę w prawo bez zastanowienia ponownie weszłam do środka. Podchodząc do recepcji oparłam ręce o wysoki dębowy blat i spojrzałam na uroczego recepcjonistę.
- Cześć - przywitałam się - Wiesz jak dotrzeć na Broadway?
Blondyn spojrzał na mnie po czym odpowiedział
- Gdy wyjdziesz przed hotel skręć w prawo i przetnij Avenue. Potem znajdziesz się w samym centrum Broadwayu.
- Dzięki.
Gdy ponownie chciałam wyjść z budynku zatrzymał mnie głos chłopaka.
- Przepraszam! - krzyknął za mną
- Tak?
- Czy to nie ty zatrzymałaś się tutaj z Jessem Swansonem?
Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Nie - skłamałam - Musiałeś mnie z kimś pomylić. Do widzenia. - pożegnałam się
poniedziałek, 13 stycznia 2014
niedziela, 12 stycznia 2014
1
Gdyby kazano mi napisać książkę o własnym życiu.. nie potrafiłabym.
Gdyby kazano mi zwierzać się z najszczerszych myśli... nie potrafiłabym.
Gdyby kazano mi udawać kogoś kim nie jestem... nie potrafiłabym
Gdyby dano mi kolejną szansę, na lepsze życie... nie wykorzystałabym jej
Czasem żałuje co mnie spotkało, ale nie żałuje wyborów jakich dokonałam. Konsekwencję dosięgają każdego z nas. Czasem nawet ich nie odczuwamy czasem mamy ochotę umrzeć z rozpaczy, ale kto wie... może jest jakiś trzeci stan. Coś pomiędzy szczęściem i rozpaczą.
Leżąc na dwuosobowym łóżku w swoim nowym pokoju zastanawiałam się co powinnam teraz zrobić ze swoim życiem. Nie mogłam uciec, nie mogłam zostać w tym pokoju do końca życia, ale mogłam się z tym zmierzyć. Udoskonalać swoje życie, ale nie naprawiać błędów.
Nie jesteśmy w stanie naprawić swoich błędów, możemy próbować, ale z góry jesteśmy skazani na niepowodzenie. Ale możemy zapobiegać powstawaniu kolejnych błędów. Nigdy nie potrafiłam tego robić i dlatego potrzebuje kogoś kto będzie w stanie mnie tego nauczyć.
Ciche stukanie do drzwi spowodowało przerwanie moich rozmyśleń.
- Proszę. - odpowiedziałam cicho
- Nie wiedziałem czy wyjdziesz. - powiedział gdy po chwili wszedł - Chciałabyś zjeść ze mną obiad?
- Chętnie. - odpowiedziałam
Wskazując głową dał znak bym ruszyła za nim. Zaraz po przyjeździe z domu dziecka nie miałam okazji zwiedzić apartamentu, ponieważ uwięziłam się w swoim pokoju co dla dziewczyny takiej jak ja brzmi niedorzecznie. W końcu mam swój pokój i to taki jakiego się nie spodziewałam. Zaprowadził mnie do salonu gdzie stała jasna kanapa zajmująca większość miejsca. Przed nią znajdował się stolik wykonany jak przypuszczam z dębu, a na ścianie wisiał duży telewizor z zamontowanym kinem domowym.
Usiadłam obok niego na sofie poświęcając czas detalom tego apartamentu. Otwarta przestrzeń za moimi plecami, jasne ściany i malownicze obrazy, w których mogłabym utonąć.
Podał mi kubeczek chińszczyzny razem z widelcem, odebrałam od niego pudełko, ale bez widelca. Uśmiechając się do niego pochyliłam się w kierunku stolika i sięgnęłam po pałeczki dołączone do opakowania.
- Więc umiesz jeść pałeczkami. - zagadał
- Tak, proszę pana.
Nie patrząc na niego zaczęłam dłubać pałeczkami w swoim jedzeniu, ale kątem oka byłam w stanie zauważyć, że odkłada swoje jedzenie na stolik i przesuwając się do mnie powiedział:
- Jestem za młody, a ty za stara, żeby mówić mi 'proszę pana', Caroline.
- Przepraszam. - powiedziałam
Stwierdzenie, że byłam zażenowana zdecydowanie było wielkim niedopowiedzeniem.
- Jestem Swanson. Jesse Swanson. - zażartował wyciągając dłoń w moją stronę.
Spojrzałam w jego piwne oczy, a potem znów na oczekującą dłoń i wbijając pałeczki w ledwie zaczęte jedzenie podałam mu swoją dłoń.
- Caroline. - dopowiedziałam
- Caroline... jak?
- Po prostu Caroline.
- Nie masz swojego nazwiska?
Spoglądając na niego nieufnie i niepewna jego zamiarów odpowiedziałam szczerze na zadane pytanie.
- Nie.
- W ilu rodzinach zastępczych już byłaś?
- Dwunastu.
- Dlaczego?
- Dlaczego w tak wielu? Każda dowiadywała się za co tak naprawdę zostałam umieszczona w domu zastępczym.
- Za co? - zapytał
- Ile masz lat? - zapytałam zmieniając temat
- 22.
- I tak po prostu postanowiłeś mnie do siebie przyjąć?
- Tak. Nie widzę w tym nic dziwnego.
- Jak się o mnie dowiedziałeś?
- Od mojej matki. Słyszała twoją historię.
- Wow, do czego doszło, że ludzie opowiadają swoim dzieciom historyjki na dobranoc o złych dziewczynkach.
- Za co tam trafiłaś?
- Czytałeś moje akta? - zapytałam ponownie
- Nie.
- Pewnie dlatego nadal tu jestem.
- Nie rozumiem. - przyznał
- Gdy miałam 12 lat ojciec katował mnie i moją matkę. To trwało latami. Ona mnie broniła, zawsze stawiła się po mojej stronie. Aż pewnego dnia przesadził i ją zabił. Patrzyłam na to. Cały czas, nie opuściłam nawet sekundy. Gdy zdał sobie sprawę, że ona nie żyje zaczął wywlekać jej ciało przez takie czerwone kuchenne drzwi prowadzące na tyły domu a tam do ogrodu...
- Udało ci się uciec? - zapytał znając zakończenie
- Uciekłam. - przyznałam - Ale przed tym go zabiłam.
Spojrzałam w jego zszokowane oczy, po czym szybko wstałam
- Masz coś do picia? - zapytałam
- Sok w lodówce, jeśli chcesz - odpowiedział nieobecnym głosem
Poszłam do kuchni gdzie wskazał mi ręką. Pomieszczenie było duże i przestronne idealne na wspólne gotowanie. Można było pomieścić w niej zapasy na dwa lata, a on mieszkał tam sam i jak zgadywałam po dzisiejszej kolacji nie umiał gotować.
Odnalazłam lodówkę i szklankę w wyżej zamieszczonej szafce po czym nalałam napoju. Odstawiając go spowrotem do lodówki wzięłam szklankę w rękę i wyjrzałam przez okno na panoramę Nowego Jorku.
Za każdym razem uciekałam. Uciekałam od przeszłości, ale ludzie zawsze pytali o moich rodziców, a ja nie mogłam tak po prostu ich spławiać. Przyjmowali mnie do swojego domu, a ja potrzebowałam okazać im za to wdzięczność. To wyłącznie moja wina, że z każdej rodziny wylatywałam, w końcu jestem tylko potworem.
Zaczęłam nucić cicho swoją ulubioną piosenkę. Nigdy nie pozwalała mi wrócić do przeszłości na zbyt długo, ale sprawiała że kojarzyła mi się tylko z zamordowaniem ojca.
Gdyby kazano mi zwierzać się z najszczerszych myśli... nie potrafiłabym.
Gdyby kazano mi udawać kogoś kim nie jestem... nie potrafiłabym
Gdyby dano mi kolejną szansę, na lepsze życie... nie wykorzystałabym jej
Czasem żałuje co mnie spotkało, ale nie żałuje wyborów jakich dokonałam. Konsekwencję dosięgają każdego z nas. Czasem nawet ich nie odczuwamy czasem mamy ochotę umrzeć z rozpaczy, ale kto wie... może jest jakiś trzeci stan. Coś pomiędzy szczęściem i rozpaczą.
Leżąc na dwuosobowym łóżku w swoim nowym pokoju zastanawiałam się co powinnam teraz zrobić ze swoim życiem. Nie mogłam uciec, nie mogłam zostać w tym pokoju do końca życia, ale mogłam się z tym zmierzyć. Udoskonalać swoje życie, ale nie naprawiać błędów.
Nie jesteśmy w stanie naprawić swoich błędów, możemy próbować, ale z góry jesteśmy skazani na niepowodzenie. Ale możemy zapobiegać powstawaniu kolejnych błędów. Nigdy nie potrafiłam tego robić i dlatego potrzebuje kogoś kto będzie w stanie mnie tego nauczyć.
Ciche stukanie do drzwi spowodowało przerwanie moich rozmyśleń.
- Proszę. - odpowiedziałam cicho
- Nie wiedziałem czy wyjdziesz. - powiedział gdy po chwili wszedł - Chciałabyś zjeść ze mną obiad?
- Chętnie. - odpowiedziałam
Wskazując głową dał znak bym ruszyła za nim. Zaraz po przyjeździe z domu dziecka nie miałam okazji zwiedzić apartamentu, ponieważ uwięziłam się w swoim pokoju co dla dziewczyny takiej jak ja brzmi niedorzecznie. W końcu mam swój pokój i to taki jakiego się nie spodziewałam. Zaprowadził mnie do salonu gdzie stała jasna kanapa zajmująca większość miejsca. Przed nią znajdował się stolik wykonany jak przypuszczam z dębu, a na ścianie wisiał duży telewizor z zamontowanym kinem domowym.
Usiadłam obok niego na sofie poświęcając czas detalom tego apartamentu. Otwarta przestrzeń za moimi plecami, jasne ściany i malownicze obrazy, w których mogłabym utonąć.
Podał mi kubeczek chińszczyzny razem z widelcem, odebrałam od niego pudełko, ale bez widelca. Uśmiechając się do niego pochyliłam się w kierunku stolika i sięgnęłam po pałeczki dołączone do opakowania.
- Więc umiesz jeść pałeczkami. - zagadał
- Tak, proszę pana.
Nie patrząc na niego zaczęłam dłubać pałeczkami w swoim jedzeniu, ale kątem oka byłam w stanie zauważyć, że odkłada swoje jedzenie na stolik i przesuwając się do mnie powiedział:
- Jestem za młody, a ty za stara, żeby mówić mi 'proszę pana', Caroline.
- Przepraszam. - powiedziałam
Stwierdzenie, że byłam zażenowana zdecydowanie było wielkim niedopowiedzeniem.
- Jestem Swanson. Jesse Swanson. - zażartował wyciągając dłoń w moją stronę.
Spojrzałam w jego piwne oczy, a potem znów na oczekującą dłoń i wbijając pałeczki w ledwie zaczęte jedzenie podałam mu swoją dłoń.
- Caroline. - dopowiedziałam
- Caroline... jak?
- Po prostu Caroline.
- Nie masz swojego nazwiska?
Spoglądając na niego nieufnie i niepewna jego zamiarów odpowiedziałam szczerze na zadane pytanie.
- Nie.
- W ilu rodzinach zastępczych już byłaś?
- Dwunastu.
- Dlaczego?
- Dlaczego w tak wielu? Każda dowiadywała się za co tak naprawdę zostałam umieszczona w domu zastępczym.
- Za co? - zapytał
- Ile masz lat? - zapytałam zmieniając temat
- 22.
- I tak po prostu postanowiłeś mnie do siebie przyjąć?
- Tak. Nie widzę w tym nic dziwnego.
- Jak się o mnie dowiedziałeś?
- Od mojej matki. Słyszała twoją historię.
- Wow, do czego doszło, że ludzie opowiadają swoim dzieciom historyjki na dobranoc o złych dziewczynkach.
- Za co tam trafiłaś?
- Czytałeś moje akta? - zapytałam ponownie
- Nie.
- Pewnie dlatego nadal tu jestem.
- Nie rozumiem. - przyznał
- Gdy miałam 12 lat ojciec katował mnie i moją matkę. To trwało latami. Ona mnie broniła, zawsze stawiła się po mojej stronie. Aż pewnego dnia przesadził i ją zabił. Patrzyłam na to. Cały czas, nie opuściłam nawet sekundy. Gdy zdał sobie sprawę, że ona nie żyje zaczął wywlekać jej ciało przez takie czerwone kuchenne drzwi prowadzące na tyły domu a tam do ogrodu...
- Udało ci się uciec? - zapytał znając zakończenie
- Uciekłam. - przyznałam - Ale przed tym go zabiłam.
Spojrzałam w jego zszokowane oczy, po czym szybko wstałam
- Masz coś do picia? - zapytałam
- Sok w lodówce, jeśli chcesz - odpowiedział nieobecnym głosem
Poszłam do kuchni gdzie wskazał mi ręką. Pomieszczenie było duże i przestronne idealne na wspólne gotowanie. Można było pomieścić w niej zapasy na dwa lata, a on mieszkał tam sam i jak zgadywałam po dzisiejszej kolacji nie umiał gotować.
Odnalazłam lodówkę i szklankę w wyżej zamieszczonej szafce po czym nalałam napoju. Odstawiając go spowrotem do lodówki wzięłam szklankę w rękę i wyjrzałam przez okno na panoramę Nowego Jorku.
Za każdym razem uciekałam. Uciekałam od przeszłości, ale ludzie zawsze pytali o moich rodziców, a ja nie mogłam tak po prostu ich spławiać. Przyjmowali mnie do swojego domu, a ja potrzebowałam okazać im za to wdzięczność. To wyłącznie moja wina, że z każdej rodziny wylatywałam, w końcu jestem tylko potworem.
Zaczęłam nucić cicho swoją ulubioną piosenkę. Nigdy nie pozwalała mi wrócić do przeszłości na zbyt długo, ale sprawiała że kojarzyła mi się tylko z zamordowaniem ojca.
piątek, 10 stycznia 2014
prolog
Była zwykła.
Niczym się nie wyróżniała.
Niczym nie zasłużyła na życie.
Niczym nie zasłużyła na Jego opiekę.
Nie zasłużyła na to co od Niego dostała.
Ale On był i nie zamierzał złamać obietnicy, którą jej złożył.
- Panienko - usłyszałam
Niechętnie podniosłam wzrok na mężczyznę o siwych włosach.
- Pan Swanson czeka - powiedział gdy złapał kontakt wzrokowy z moim ciałem
Biorąc głęboki wdech wstałam z obitego sztuczną skórą krzesła i podnosząc wcześniej torbę z moimi rzeczami ruszyłam do głównego holu.
Pokonując ostatnie trzy kamienne stopnie stanęłam w miejscu czekając na dyrektora placówki, w której znajdowałam się od prawie trzech tygodni. Nie podnosząc wzroku z podłogi czekałam, aż dyrektor dołączy do mnie i odprowadzi po ostatnich metrach tej placówki .
- Panienka Caroline jest gotowa do drogi. - powiedział do mężczyzny, który zaraz miał mnie stąd zabrać na zawsze.
Nie byłam gotowa! Nie byłam gotowa na nic co związane z całym tym syfem. Nie mogłam. Nie potrafiłam. Za wcześnie...
- Cześć Caro. - usłyszałam
Niepewnie podniosłam wzrok napotykając Jego uważne oczy skanujące moje wychudzone ciało.
Jedyne co mógł dostrzec to ogromne wory pod oczami powstałe na skutek nie przespanej nocy.
Kiedy zdał sobie sprawę, że nie odpowiem na Jego powitanie przejął moją torbę, w której na chwilę obecną znajdował się mój dobytek.
- Dziękujemy panu.
Żegnając się z dyrektorem placówki ruszyliśmy ku wyjściu. Od zawsze zastanawiałam się co dyrektorzy takich placówek jak ta robią na swoich stanowiskach. Dopiero teraz byłam w stanie to zauważyć. Faktem jest to, że nie robią nic, wartego pensji jaką otrzymują. Tak jakby dostawali pieniądze tylko za uśmiechanie się, podpisywanie dokumentów i odprowadzanie dzieciaków do drzwi i pomachaniu im na drogę, ale prawdą było również to, że pasowała do niego ta posada bardziej niż do kogoś innego.
Trzymał mi drzwi czekając, aż wyjdę pierwsza z smutnego budynku, w którym przebywałam zdecydowanie za długo. Niepewnie przeszłam przez szklane drzwi i wiedziałam, że moje życie pisze właśnie kolejny rozdział książki.
Niczym się nie wyróżniała.
Niczym nie zasłużyła na życie.
Niczym nie zasłużyła na Jego opiekę.
Nie zasłużyła na to co od Niego dostała.
Ale On był i nie zamierzał złamać obietnicy, którą jej złożył.
- Panienko - usłyszałam
Niechętnie podniosłam wzrok na mężczyznę o siwych włosach.
- Pan Swanson czeka - powiedział gdy złapał kontakt wzrokowy z moim ciałem
Biorąc głęboki wdech wstałam z obitego sztuczną skórą krzesła i podnosząc wcześniej torbę z moimi rzeczami ruszyłam do głównego holu.
Pokonując ostatnie trzy kamienne stopnie stanęłam w miejscu czekając na dyrektora placówki, w której znajdowałam się od prawie trzech tygodni. Nie podnosząc wzroku z podłogi czekałam, aż dyrektor dołączy do mnie i odprowadzi po ostatnich metrach tej placówki .
- Panienka Caroline jest gotowa do drogi. - powiedział do mężczyzny, który zaraz miał mnie stąd zabrać na zawsze.
Nie byłam gotowa! Nie byłam gotowa na nic co związane z całym tym syfem. Nie mogłam. Nie potrafiłam. Za wcześnie...
- Cześć Caro. - usłyszałam
Niepewnie podniosłam wzrok napotykając Jego uważne oczy skanujące moje wychudzone ciało.
Jedyne co mógł dostrzec to ogromne wory pod oczami powstałe na skutek nie przespanej nocy.
Kiedy zdał sobie sprawę, że nie odpowiem na Jego powitanie przejął moją torbę, w której na chwilę obecną znajdował się mój dobytek.
- Dziękujemy panu.
Żegnając się z dyrektorem placówki ruszyliśmy ku wyjściu. Od zawsze zastanawiałam się co dyrektorzy takich placówek jak ta robią na swoich stanowiskach. Dopiero teraz byłam w stanie to zauważyć. Faktem jest to, że nie robią nic, wartego pensji jaką otrzymują. Tak jakby dostawali pieniądze tylko za uśmiechanie się, podpisywanie dokumentów i odprowadzanie dzieciaków do drzwi i pomachaniu im na drogę, ale prawdą było również to, że pasowała do niego ta posada bardziej niż do kogoś innego.
Trzymał mi drzwi czekając, aż wyjdę pierwsza z smutnego budynku, w którym przebywałam zdecydowanie za długo. Niepewnie przeszłam przez szklane drzwi i wiedziałam, że moje życie pisze właśnie kolejny rozdział książki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)