Gdyby kazano mi napisać książkę o własnym życiu.. nie potrafiłabym.
Gdyby kazano mi zwierzać się z najszczerszych myśli... nie potrafiłabym.
Gdyby kazano mi udawać kogoś kim nie jestem... nie potrafiłabym
Gdyby dano mi kolejną szansę, na lepsze życie... nie wykorzystałabym jej
Czasem żałuje co mnie spotkało, ale nie żałuje wyborów jakich dokonałam. Konsekwencję dosięgają każdego z nas. Czasem nawet ich nie odczuwamy czasem mamy ochotę umrzeć z rozpaczy, ale kto wie... może jest jakiś trzeci stan. Coś pomiędzy szczęściem i rozpaczą.
Leżąc na dwuosobowym łóżku w swoim nowym pokoju zastanawiałam się co powinnam teraz zrobić ze swoim życiem. Nie mogłam uciec, nie mogłam zostać w tym pokoju do końca życia, ale mogłam się z tym zmierzyć. Udoskonalać swoje życie, ale nie naprawiać błędów.
Nie jesteśmy w stanie naprawić swoich błędów, możemy próbować, ale z góry jesteśmy skazani na niepowodzenie. Ale możemy zapobiegać powstawaniu kolejnych błędów. Nigdy nie potrafiłam tego robić i dlatego potrzebuje kogoś kto będzie w stanie mnie tego nauczyć.
Ciche stukanie do drzwi spowodowało przerwanie moich rozmyśleń.
- Proszę. - odpowiedziałam cicho
- Nie wiedziałem czy wyjdziesz. - powiedział gdy po chwili wszedł - Chciałabyś zjeść ze mną obiad?
- Chętnie. - odpowiedziałam
Wskazując głową dał znak bym ruszyła za nim. Zaraz po przyjeździe z domu dziecka nie miałam okazji zwiedzić apartamentu, ponieważ uwięziłam się w swoim pokoju co dla dziewczyny takiej jak ja brzmi niedorzecznie. W końcu mam swój pokój i to taki jakiego się nie spodziewałam. Zaprowadził mnie do salonu gdzie stała jasna kanapa zajmująca większość miejsca. Przed nią znajdował się stolik wykonany jak przypuszczam z dębu, a na ścianie wisiał duży telewizor z zamontowanym kinem domowym.
Usiadłam obok niego na sofie poświęcając czas detalom tego apartamentu. Otwarta przestrzeń za moimi plecami, jasne ściany i malownicze obrazy, w których mogłabym utonąć.
Podał mi kubeczek chińszczyzny razem z widelcem, odebrałam od niego pudełko, ale bez widelca. Uśmiechając się do niego pochyliłam się w kierunku stolika i sięgnęłam po pałeczki dołączone do opakowania.
- Więc umiesz jeść pałeczkami. - zagadał
- Tak, proszę pana.
Nie patrząc na niego zaczęłam dłubać pałeczkami w swoim jedzeniu, ale kątem oka byłam w stanie zauważyć, że odkłada swoje jedzenie na stolik i przesuwając się do mnie powiedział:
- Jestem za młody, a ty za stara, żeby mówić mi 'proszę pana', Caroline.
- Przepraszam. - powiedziałam
Stwierdzenie, że byłam zażenowana zdecydowanie było wielkim niedopowiedzeniem.
- Jestem Swanson. Jesse Swanson. - zażartował wyciągając dłoń w moją stronę.
Spojrzałam w jego piwne oczy, a potem znów na oczekującą dłoń i wbijając pałeczki w ledwie zaczęte jedzenie podałam mu swoją dłoń.
- Caroline. - dopowiedziałam
- Caroline... jak?
- Po prostu Caroline.
- Nie masz swojego nazwiska?
Spoglądając na niego nieufnie i niepewna jego zamiarów odpowiedziałam szczerze na zadane pytanie.
- Nie.
- W ilu rodzinach zastępczych już byłaś?
- Dwunastu.
- Dlaczego?
- Dlaczego w tak wielu? Każda dowiadywała się za co tak naprawdę zostałam umieszczona w domu zastępczym.
- Za co? - zapytał
- Ile masz lat? - zapytałam zmieniając temat
- 22.
- I tak po prostu postanowiłeś mnie do siebie przyjąć?
- Tak. Nie widzę w tym nic dziwnego.
- Jak się o mnie dowiedziałeś?
- Od mojej matki. Słyszała twoją historię.
- Wow, do czego doszło, że ludzie opowiadają swoim dzieciom historyjki na dobranoc o złych dziewczynkach.
- Za co tam trafiłaś?
- Czytałeś moje akta? - zapytałam ponownie
- Nie.
- Pewnie dlatego nadal tu jestem.
- Nie rozumiem. - przyznał
- Gdy miałam 12 lat ojciec katował mnie i moją matkę. To trwało latami. Ona mnie broniła, zawsze stawiła się po mojej stronie. Aż pewnego dnia przesadził i ją zabił. Patrzyłam na to. Cały czas, nie opuściłam nawet sekundy. Gdy zdał sobie sprawę, że ona nie żyje zaczął wywlekać jej ciało przez takie czerwone kuchenne drzwi prowadzące na tyły domu a tam do ogrodu...
- Udało ci się uciec? - zapytał znając zakończenie
- Uciekłam. - przyznałam - Ale przed tym go zabiłam.
Spojrzałam w jego zszokowane oczy, po czym szybko wstałam
- Masz coś do picia? - zapytałam
- Sok w lodówce, jeśli chcesz - odpowiedział nieobecnym głosem
Poszłam do kuchni gdzie wskazał mi ręką. Pomieszczenie było duże i przestronne idealne na wspólne gotowanie. Można było pomieścić w niej zapasy na dwa lata, a on mieszkał tam sam i jak zgadywałam po dzisiejszej kolacji nie umiał gotować.
Odnalazłam lodówkę i szklankę w wyżej zamieszczonej szafce po czym nalałam napoju. Odstawiając go spowrotem do lodówki wzięłam szklankę w rękę i wyjrzałam przez okno na panoramę Nowego Jorku.
Za każdym razem uciekałam. Uciekałam od przeszłości, ale ludzie zawsze pytali o moich rodziców, a ja nie mogłam tak po prostu ich spławiać. Przyjmowali mnie do swojego domu, a ja potrzebowałam okazać im za to wdzięczność. To wyłącznie moja wina, że z każdej rodziny wylatywałam, w końcu jestem tylko potworem.
Zaczęłam nucić cicho swoją ulubioną piosenkę. Nigdy nie pozwalała mi wrócić do przeszłości na zbyt długo, ale sprawiała że kojarzyła mi się tylko z zamordowaniem ojca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz